Służebnica Boża Wanda Boniszewska CSA

Modlitwa za zmarłych należy do wielowiekowej tradycji Kościoła katolickiego. Jest wyrazem wiary w życie wieczne, zmartwychwstanie umarłych oraz komunię świętych – duchową więź łączącą tych, którzy pielgrzymują na ziemi, z tymi, którzy odeszli już do wieczności.

Listopad jest szczególnym czasem, w którym nasze myśli i serca kierujemy ku Niebu – Domowi Ojca, do którego zaproszony jest każdy człowiek. Jezus zapewnia nas: „W domu Ojca mego jest mieszkań wiele” (J 14, 2).

Kościół naucza, że ci, którzy umierają w łasce i przyjaźni z Bogiem, ale nie są jeszcze całkowicie oczyszczeni, przechodzą po śmierci oczyszczenie nazywane czyśćcem (KKK 1030–1031). Możemy pomagać im przez modlitwę, ofiarowanie cierpienia, odpusty, a przede wszystkim przez Ofiarę Mszy Świętej.

Praktyka modlitwy za zmarłych ma swoje uzasadnienie w Piśmie Świętym. W Drugiej Księdze Machabejskiej czytamy o ofierze składanej za poległych, aby zostali uwolnieni od grzechu. Autor nazywa tę myśl świętą i pobożną (por. 2 Mch 12, 43–46). Katechizm Kościoła Katolickiego przypomina, że Kościół od najdawniejszych czasów czci pamięć zmarłych i ofiaruje za nich modlitwy (KKK 1032).

Przyjrzyjmy się, jak tę rzeczywistość przeżywała Służebnica Boża s. Wanda Boniszewska, na podstawie opracowania jej życiorysu przez ks. Antoniego Ząbka SJ.

S. Wanda od dzieciństwa wierzyła w istnienie dusz czyśćcowych i możliwość niesienia im pomocy. Już jako młoda dziewczyna modliła się za nie, prosząc o pomoc w byciu dobrą zakonnicą. Jej zapiski świadczą o wielkiej wrażliwości na potrzeby zmarłych, a także o szczególnych doświadczeniach mistycznych, które przeżywała.

13-go września 1941. Sobota, wigilia Podwyższenia Krzyża.

Do godziny 11 s. Wanda zbolała pozostaje w łóżku. Wreszcie wstaje przychodzi do kaplicy, prosi o Komunię św. W długim dziękczynieniu słychać zgrzyt zębów. W pewnej chwili obecne dwie siostry słyszą głośno wypowiedziane przez Wandę: „Czyściec”! O, jak cenne życie ludzkie!

Później powiedziała, że była chwilę w czyśćcu. Rąbek cierpień czyśćcowych dał odczuć Jezus podobno dlatego, bo po Komunii św. prosiła bardzo o zabranie jej z ziemi. Postanowiła jednak zgadzać się w wolą Bożą i trwać tu tyle ile Jezus zechce.

(cyt. za: A. Ząbek, Próba opracowania życiorysu s. Wandy, s. 133).

Szczególnie poruszające są relacje dotyczące spotkań ze zmarłymi, którzy – według jej zapisków – prosili o modlitwę.

Czy siostra ma jakąś łączność z duszami w Czyśćcu? – zapyta kiedyś ks. Barwicki siostrę Wandę –

– Owszem, przychodzą czasem do mnie, tak jak zwykli ludzie. Tylko gdy odchodzą, to rozwiewają się, rzednieją. Wówczas mnie lęk ogarnia. W 1927 była u mnie mistrzyni nowicjatu p. Dominika [Stecewicz]. Mówiła mi o przyszłych moich cierpieniach, a na dowód, że to ona była rzeczywiście włożyła mi pod poduszkę swe notatki, wyciągi z książek. Odchodząc rozwiała się. Zrozumiałam dopiero teraz, że to postać /z za świata/ więc krzyknęłam. Przybiegły siostry, starały się mnie uspokoić twierdząc, że siostra Mistrzyni leży w szpitalu chora. Później przekonano się, że w tej waśnie chwili zmarła. Gdy zauważono u mnie zapiski M. Dominiki posądzono mnie, że je wykradłam. Był to jednak dowód rzeczywistości zjawienia się co tylko zmarłej Mistrzyni.

(cyt. za: A. Ząbek, Próba opracowania życiorysu s. Wandy, s. 93–94).

Wiele razy s. Wanda doświadczała obecności zmarłych. Szczególnym dniem był dla niej Dzień Zaduszny, kiedy – jak opisała – otrzymała wiadomość o zmarłych siostrach potrzebujących modlitwy.

2 listopad. 1942. Poniedziałek. Dzień Zaduszny. Na pytanie jakie dusze odwiedziły ją dzisiejszej nocy? Odpowiada: Całą noc nie spałam. Byłam zupełnie przytomną. W tym chłód, wiatr. Czuję, że ktoś jest przy mnie, Ogarnął mnie lęk. Rozbudziłam Rózię, ale nie zdradziłam się o co chodzi. Była to zmarła Kamila, której nie znałam.

Poleciła mi poprawić moje błędne oświadczenie siostrom, że s. Stasia chyba już w niebie. Jest jeszcze w czyśćcu i modlitw potrzebuje. S. Kamila wyliczyła mi wszystkie siostry zmarłe naszego Zgromadzenia, które jeszcze pragną. (…). Powiedziała mi również o innych duszach, które tam przebywają. Między innymi oświadczyła, że zmarła w 1935r. Gienia Gajewska dziewczynka z Krucjaty Eucharystycznej w Pryciunach, lat 11, przed kilku dniami przeszła do pierwszego obłoku. Długo była w czyśćcu, bo nie miała z ziemi pomocy.

Poleciła mi modlić się o szczęśliwą śmierć, trwać i być posłuszną. Mamy podobno tyle szczęścia na ziemi i to życie jest drogocenne. Ale cały ten obraz trzeba odrzucić, bo ksiądz Makarewicz kiedyś mówił, że to są złudzenia, przywidzenia niewieście, choć ja czasami pewna jestem, że to nie sen zwykły…

(cyt. za: A. Ząbek, Próba opracowania życiorysu s. Wandy, s. 201–202).

Na polecenie, by opisała rozmowę ze zmarłą s. Czesią, s. Wanda nakreśliła ją w następujący sposób:

W przeszłą środę cierpiałam ma silny ból głowy i wymioty. Wskutek tego powstrzymałam się od przyjęcia Komunii św. i leżałam cały dzień w łóżku. Odwiedzał mnie ksiądz i był gotów udzielić mi Komunii św., ale bałam się, by nie sprofanować Sakramentu wymiotami i podziękowałam. W duszy wzrastała tęsknota, pragnienie i ból. Nie chciałam z nikim rozmawiać i każdemu odpowiadałam cięto, nawet księdzu. Pytał mnie, jak czuję się duchowo. Chciałam na razie przyznać się, że mocno ciężko, ale zbywałam milczeniem albo innymi powiedzeniami. Wieczorem ból głowy ustąpił. Chciałam wstać na wspólne pacierze, ale jakaś siła zniewoliła do zostania w łóżku, że to trzeba zgodzić się. Dobrze. Siostry poszły na pacierz, a ja łączyłam się z nimi ze swego pokoju. Czynię rachunek sumienia z całego dnia. Widzę moją niecierpliwość, szorstkość, podejrzliwość, gniew, pychę, wzgląd ludzki, nieszczerość, zagłuszanie sumienia żal do władzy jak do kierownika, Matki Generalnej. Wstyd i żal mnie ogarnia, że tyle grzechów pielęgnuję w duszy. Zwracam się upokorzona do Najukochańszego i proszę Go, by i dziś mi przebaczył, a ja jeszcze obiecuję poprawić się, ale dodaję, żeby raczył już wyrwać mnie z ziemi, a tam nie będę Cię obrażać ani martwić. Na to otrzymuje odpowiedź: MASZ WYKONAĆ MOJĄ MYŚL W NAKREŚLENIU MOICH PLANÓW INACZEJ CZYŚCIEC CIĘŻKI ZA NIEPEŁNIENIE MOJEJ WOLI, ZA MARNOWANIE MOICH ŁASK.

Czyściec! Czyściec! Czyściec! Odpowiadam. Głupstwo czyściec, nie boję się wcale choćby w tej chwili. Precz z myślami…jakie przebiegły przez wyobraźnię.

Po chwili jakiś wiatr powiał dotkliwie zimny. Słyszę, siostry wracają już z kaplicy, zmówiły już pacierz, a ja zostałam tylko przy rachunku sumienia i słyszę: Wandziu, Wandziu, tylko nie bój się.

Krzyczę, – kto to? Boże, co to? – Słyszę, że jakaś siostra zachodzi tuż aż do mojego łóżka. Przekonana jestem, że to nowa moja opiekunka Michasia, proszę, aby szła spać. Słyszę głos Czesi (już zmarłej): muszę objawić polecenie mnie nakazane. Nie wierzę, że to Czesia, przyglądam się, i nic nie widzę, bo ciemno.

Niecierpliwie pytam kto to, czego chce? – Ja siostra Czesia.

Teraz lęk, trwoga, bo pamiętam, że ona zmarła, ale czasu nie było…Na sekundę poznaję Aniołów Stróżów – własnego i Czesi. A Czesię widzę wyraźnie światłą i teraz mam pewność, że Czesia. W tej chwili rozumiem – mocno cierpi. Mając światło od Anioła swego, nie korzystała, gdy była na ziemi. Znowu w ciemnościach tonie. Ale mówi do mnie:

– Wandziu, twój Anioł Stróż bardzo o ciebie trwoży się.

Odpowiadam: on ma pieczę nade mną, to niech pilnuje.

– Ale podobno nie ma władzy nad twoją wolą wolną, to znaczy jeszcze na ziemi przez stałe konanie dla dusz kapłańskich i zakonnych, dla własnego Zgromadzenia. Musisz śluby swe zachować w sposób męczeński, a krew twoja będzie świadczyła o prawdziwości działania Bożego, zostającą przez czas określony świeżą.

Kapłanów brak będzie, o 40 km. zamieszka jeden od drugiego, ale promienie ich mają być wystarczające dla otwarcia nieba wiernym. Ty Wandziu masz być tu używaną przez Boga i nie możesz wyrywać się z Jego rąk. Inaczej czyściec ciężki. Na jedną sekundę proszę zrozumieć…Chwileczkę odczułam przeogromne pragnienie upodobnienia się duszy czyśćcowej od najmniejszego pyłku grzechowego, w nieskalanym majestacie nieba, Matki Niepokalanej, aniołów i dusz opuszczających czyściec. Przeogromne pragnienie miłości nieskończonej.

Pytam Czesi, gdzie jest ogień czyśćcowy?

– Nasz ogień jest w zrozumieniu czystym i najświętszym Boga, a odłączenie od Niego, pali strasznie boleśnie. A jednocześnie stopniowe zbliżanie się do Majestatu, powoduje wzrastanie niejako bólu. Stąd nazwany czyściec. A ogień ziemski jest tym wiaterkiem, co czułaś z chwilą mego przyjścia.

Wandziu muszę ciebie przeprosić za przesądzanie przed siostrami, wyśmiewanie z twoich cierpień. Ubliżałam przez to Bogu samemu. Ponieważ ty, choć niechcąca, byłaś mi powodem do gniewu sprawiedliwego. Pokornie błagam ciebie o wysłuchanie za moją duszę trzech Mszy św. i tyleż razy obejść Drogę Krzyżową.

Swoim siostrom, nad którymi masz pieczę, powiedz, aby nikogo nie sądziły, a szczególnie przełożonych. Masz im wlewać do dusz, że jest jeden Oblubieniec, jedne Ustawy i jedność w siostrach. Bo za krytykowanie Ustaw, krytykują Kościół św., które je uświęcił.

Dalej mówi Czesia, a właściwie jej Anioł Stróża:

Przełożone muszą pomagać nam, Aniołom Stróżom dusz, żeby siostry wziąć w jedno ogniwo miłości Bożej. Wandziu, pojmujesz częściowo Boga i czujesz Jego nienasycone pragnienie dusz, a szczególnie dusz specjalnie Jemu poświęconych, do których On ma pełne prawo i jak i do ciebie. W czyśćcu pragnienie miłości w mękę się zamienia, a w niebie stale wzrasta i wiecznie miłosne. Wandziu nie marnuj łask spływających na ziemię tak obficie z nieba. Wchłaniaj je w siebie i udzielaj je siostrom. Wierz nam, że najmniejsze cierpienie ziemskie jest poczytane w wieczności, tylko mają być przyjmowane w myśl Kościoła świętego. Cierpienia ziemskie są cenne i podobnych doznajemy tu, tylko wy tego nie rozumiecie, bo macie je osładzane świętymi Sakramentami. Żyjecie w Bogu, zapominacie o Nim, choć On nie zapomina. A my tu tylko pragniemy, rozumiejąc coraz więcej. On niejako jest przyczyną naszych mąk. Proszę powiedzieć siostrom, czym są dla nas Ofiary Mszy św. i jak wiele łask sprowadza jedna jedyna Msza św., ofiarowana duszy. Odejść muszę, bo jest taka chęć Boża. Uścisnęła i wyszła. Słyszałam wyraźnie, jak poszła przez drzwi w stronę kaplicy. Zapaliłam lampę, była godzina 3 rano i usnąć nie mogłam z wrażenia.

Opisałam szczerze wszystko, tylko może nie wszystko mogłam dosłownie uchwycić. Wszystkiego też nie rozumiem sama np. Czesia jeszcze cierpi, a dlaczego jej Anioł Stróż ją oświeca? Dlaczego więcej mówił za nią i chwilami ukrywał Czesię? Dlaczego mój własny Anioł nie daje poleceń? Dlaczego grozi mi czyśćcem strasznym?

(cyt. za: A. Ząbek, Próba opracowania życiorysu s. Wandy, s. 203–205).

W tych zapiskach szczególnie mocno wybrzmiewa prośba o modlitwę za zmarłych i ofiarowanie w ich intencji Mszy Świętych. Kościół wskazuje właśnie Eucharystię jako najdoskonalszą pomoc dla wiernych zmarłych. Katechizm naucza, że Ofiara Eucharystyczna jest składana także za tych, którzy odeszli z tego świata, ale nie zostali jeszcze całkowicie oczyszczeni (KKK 1371).

Msza Święta uobecnia jedyną Ofiarę Chrystusa złożoną na krzyżu. Jej wartość nie wynika z ludzkich zasług, lecz z miłości i zbawczej mocy samego Jezusa. Dlatego możemy z ufnością powierzać zmarłych tej Ofierze, prosząc Boga o dar pełnego zjednoczenia z Nim.

Siostra Wanda dobrze rozumiała znaczenie Eucharystii, sama uczestnicząc we Mszach Świętych i przyjmując Komunię Świętą w intencji zmarłych.

15 października siostra Wanda pisze:

Czym jest Msza św. dla dusz czyśćcowych?

Moje pragnienie za niebem jest nie tylko wielkie, ale chwilami staje się mocno gorące i cierpiące, że równa się z czyśćcem. Ale jednak i wiele mniejsze i chłodniejsze, a zrozumiałam to od Anioła Stróża duszy, która w prędkim czasie miała się zachłysnąć miłością w Przenajświętszej Trójcy, w Majestacie i wśród niebian wszystkich.

Słuchałam Mszy św. w intencji dusz zmarłych, które są najbliżej nieba. Wszystkie odpusty ofiaruję za nich. Aniołowie tych dusz złączyli się z moim Aniołem Stróżem i w porozumieniu wzajemnym dały mi odczuć ździebełko tej tęsknoty, jaka ich stale trawi. Zrozumiałam i oddałam ból duszy za złączeniem się z Bogiem w miłości. Chciało się zmienić w aniołów, a przynajmniej zlać się z nimi przy uwielbieniu Majestatu. Prośba Aniołów Stróżów – wyraźnie słów jednak nie słyszałam, tylko niezłomne zrozumienie od Anioła Stróża własnego:

WANDZIU, JEDNA OFIARA MSZY ŚW. SKRACA DZIESIĄTKI LAT MĘKI W CZYŚĆCU. I NP. DUSZE: JÓZEFA, JANA ORAZ HELENY, OCZEKUJĄ NA MSZE ŚW. PROŚ KAPŁANA ABY PRZYSPIESZYĆ IM NIEBO.

Najpierw zamówiłam Msze św. za duszę Józefa. Sama też słuchałam Mszy św. za te dusze i w tejże intencji przyjęłam Komunię św. Po skończonej Mszy św. zrozumiałam, jak mój Anioł Stróż cieszył się z Aniołem Józefa, ze wzrostu czcicieli Majestatu Bożego w niebie, a Józef zatonie w wiecznej miłości, w obłoku według stanu życia ziemskiego. Podzielałam jego szczęście w prawdziwej miłości.

W parę dni później została odprawiona Msza św. za duszę Jana. Po Komunii św. uczułam radość wśród Niebian i nuty miłości z przybywającej nowej duszy, wyzwolonej z miejsca pragnień, ujrzenie Boga i przeogromnie uwielbiających Aniołów i Anioła Jana. Skąd taka radość w duszy mojej? Podzielam tę radość z moim Aniołem Stróżem. Gniew Boży najprędzej przebłaguje Ofiara Mszy św.

(cyt. za: A. Ząbek, Próba opracowania życiorysu s. Wandy, s. 247).

Świadectwo s. Wandy przypomina nam, że miłość nie kończy się wraz ze śmiercią. Święty Paweł pisze: „Miłość nigdy nie ustaje” (1 Kor 13, 8). Dlatego pamiętajmy w modlitwie o naszych bliskich, zmarłych siostrach, kapłanach i wszystkich, którzy odeszli do wieczności.

Nie znamy ostatecznego losu poszczególnych osób, ale możemy powierzać je Bożemu miłosierdziu. Przykład s. Wandy zachęca nas, byśmy nie ograniczali modlitwy za zmarłych do listopada, lecz czynili ją stałym wyrazem naszej wiary i miłości.

Módlmy się za zmarłych i ofiarujmy za nich Eucharystię, ufając, że Chrystus, który jest Zmartwychwstaniem i Życiem (por. J 11, 25), prowadzi swoich wiernych do pełni życia w Bogu.

Materiał przygotowała s. Joanna Andruszczyszyna, CSA